Donkiszoteria
"...
Moja Donkiszoteria jest inspirowana Don Kichotem Cervantesa
- ale nie są to ilustracje do powieści, są to moje refleksje
nad istotą człowieczych bohaterów borykających się,
walczących o ideały; pokazują idealistę i realistę ,
marzenia i rzeczywistość, jawę i sen, dobro i zło, powagę i
groteskę, ciało i ducha istnienia. Postacią Don Kichota
zainteresowałem się jeszcze w dzieciństwie, a historia
rycerza smętnego oblicza w okresie studiów intrygowała, a
ilustracje Dorego do tego dzieła fascynowały. W powieści tej
jest tyle wątków, toż to los człowieczy szeroko pojęty.
Podróż do Hiszpani w końcu 1980 roku, sytuacja i napięcia
polityczne w Polsce dały bodziec do myślenia na temat walki
o dobro i ideały człowieka na przestrzeni wieków, również w
jednostkowym bycie. Powstały szkice, rysunki, akwarele
poświęcone Hiszpani i pierwsze przymiarki do cyklu grafik,
które częściowo w 1981 i w całym 1982 roku realizowałem.
W 1983 roku zmarł mój przyjaciel, malarz i grafik, człowiek,
który również w życie społeczne i polityczne angażował się
bardzo. Był idealistą walczącym o dobro i sprawiedliwość,
nazywał się Benon Liberski. W maju 1984 roku z okazji mojego
sześdziesięciolecia zorganizowano wystawę Moja Hiszpania, na
której, poza rysunkami i akwarelami, pokazałem cykl
akwafort Donkiszoteria, który poświęciłem Benonowi
Liberskiemu. Poza Łodzią cykl pokazywałem w Szwecji -
Goteborgu, w Lipsku i w Poznaniu, a także w Gdyni i w Lund -
Szwecji; ostatnio w 2005 roku w Łodzi na mojej
retrospektywie. W 1991 roku wydano cykl w reproducjach w 100
tekach graficznych...." Leszek Rózga
Hybrydy
"... Cykl Hybrydy powstał w roku 1991 na zajęciach ze
studentami, w pracowni wklęsłodruku Państwowej Wyższej
Szkoły Sztuk Plastycznych w Łodzi. Cyklowi nie przewodziła
żadna idea, żadna myśl przewodnia, było to bezpośrednie,
intuicyjne działanie rylcem na płycie metalu. Oczywiście
widać tam ślady innych prac i w tym czasie powstających
innych cykli, stąd też nazwa - Hybrydy. Cały cykl, liczący
trzynaście grafik, został zaprezentowany w 1994 roku w
Galerii Miejskiej w Łodzi...."Leszek Rózga
Mirosław Ratajczak
Donkiszoteria
Leszka Rózgi nie jest serią ilustracji do powieści Cervantesa.
Zapożycza z niej tylko postać
bohatera, jako rodzaj znaku, i charakterystyczną postawę
życiową, jako symbol-mit, doskonale osadzony i
czytelny w europejskiej kulturze.
To mitologiczne podejście pozwala artyście stworzyć
przestrzeń, w której spotkania
(transformacje) don Kichota z Perseuszem,
Minotaurem, Meduzą czy Pegazem wydają
się całkowicie naturalne. Całość
spaja jednak autorska wyobraźnia; to ona dyktuje tutaj
własną składnię, tworzy oryginalne narracje,
nadaje cyklowi głęboko osobisty sens, czy wręcz konfesyjny
charakter. Porozumienie z widzem znajduje artysta tam, gdzie
widz jest w stanie nie tylko
odczytać
wątki kulturowe, ale może odwołać się do swoich własnych
doświadczeń i przemyśleń. To, co osobiste jest
najczęściej ogólnoludzkie, uniwersalne.
Powstały
na początku lat 80. cykl bywał już opisywany i interpretowany,
zastanawiające jest dla mnie tylko to, że nie ma
w tych wykładniach ani słowa o tym, co najbardziej rzuca się
tutaj w oczy. Nie ma słowa o dramacie mężczyzny, którego wiek,
ciało, postawa życiowa (w której znaczną rolę odgrywa
sublimacja duchowa, idealizm graniczący z utopią) biorą rozbrat
z materialną doczesnością, gdzie pożądanie wobec
niemocy ciała musi zadowalać
się grą wyobraźni, z której przecież erotyzm nie wyparował,
i że Eros w tym kontekście jest tak bliski Tanatosowi. Jest w pracach z tego cyklu cała gama
udramatyzowanych „definicji” różnych sytuacji, w jakich
odnajduje się ich bohater, którym
jest sam artysta, ówcześnie sześćdziesięcioletni
(wyraziście w kilku z nich przez
siebie sportretowany). Jest zobrazowane poczucie
śmieszności i upokorzenia, ale również tragizmu życia,
przemijania, rozmijania się naszych nadziei, tęsknot, ideałów z
rzeczywistością. Tutaj „donkiszoteria”, o której traktuje cykl
Leszka Rózgi, jest wspólna nam wszystkim.
Sądząc po dacie powstania, cykl rozpoczyna rycina pt. Rycerz, diabełł, śmierć,
nawiązująca
oczywiście do słynnego sztychu Albrechta Dürera. Różni się ona
jednak znacznie
od pierwowzoru (nie tylko przestawieniem słów w
tytule). Jej bohaterowie są bliżej groteski niż patosu, i są
zupełnie nadzy, podczas gdy norymberski mistrz swojego rycerza
zakuł szczelnie
w zbroję a towarzyszącym mu postaciom przydał bogate, teatralne
niemal
kostiumy/charakteryzacje. Rycinę
Dürera i Don Kichota dzieli prawie stulecie, ale to bohater
Cervantesa jest naszym współczesnym,
nie erazmiański żołnierz Chrystusa, którego norymberski mistrz
sportretował.